Przepraszam, czyli męskie myśli dookoła konwencji o przemocy

Fot. / 123RF Zdjęcie Seryjne
Drogie Panie! Przepraszam. Po stokroć i tysiąckroć przepraszam. Za wszystkich mężczyzn, którzy kiedyś Was uderzyli, znęcali się nad Wami lub poniżali. Tak samo mocno przepraszam Was za tych facetów, którzy codziennie w mediach pastwią się nad konwencją o zapobieganiu przemocy w rodzinie. Chcę wierzyć, że to głośny margines.

Wielkie zdziwienie
Ostatnie dni, to dla mnie powód do wielkiego zdziwienia. Chodzę i się dziwię. Siedzę i się dziwię. Zdziwiony się budzę i zdziwiony zasypiam. A powodem są publiczne deklaracje wielu mężczyzn, że są przeciwni konwencji o zapobieganiu przemocy w rodzinie. Przecież zamiast łamać sobie język trudnymi dla nich wyrazami jak “konwencja” czy (jeszcze gorzej) “za–po–bie–ga–nie”, mogliby wprost powiedzieć, że uważają, że babę trzeba bić i dodać ludową mądrość, że “jak się jej nie bije, to jej wątroba gnije”.

Ale dziś już wiem, prawdziwa eureka! Oni (ci mężczyźni) tej konwencji nie przeczytali! Albo przeczytali i nie zrozumieli. Bardzo naiwnie odrzucam myśl, że przeczytali, zrozumieli, zgadzają się, ale ponieważ nadchodzą wybory, to udają, że się nie zgadzają. I tak się w tym udawaniu zapamiętują, że potrafią powiedzieć do potencjalnego elektoratu na przykład takie rzeczy, że konwencja to “feministyczny wymysł i twór, który ma uzasadniać ideologię gejowską” (nazwisko litościwie pominę, ale zaczyna się na Z, a kończy na O, były minister sprawiedliwości).

Czytamy ze zrozumieniem
Ludziom jednak należy pomagać. Ponieważ w przeciwieństwie do wielu “antykonwencjonowców” czytanie ze zrozumieniem nie jest dla mnie nadludzkim wysiłkiem, dokument przeczytałem od deski do deski. I postaram się im go wyjaśnić. Na pewno – wątpliwości nie ma żadnych – zmienią zdanie, a od jutra w radiu i telewizji będą mi dziękować za włożony w ich edukację trud. Nie ma za co.


Otwieramy więc konwencję i czytamy:

Artykuł pierwszy, czyli cele konwencji. Najważniejszy – konwencja ma na celu “ochronę kobiet przed wszelkimi formami przemocy oraz zapobieganie, ściganie i eliminację przemocy wobec kobiet (...)”

Nic, kurcze, o gejach nie ma. Pewnie by się nawet ucieszyli, bo każdy by się ucieszył, gdyby zakazywać wobec niego przemocy. Ale tak jak jest, to cieszyć się mogą tylko kobiety. Upraszczając dla przeciwników konwencji można powiedzieć tak: Artykuł pierwszy mówi o tym, że kobiety można bić tylko w Chińczyka. Nawet jak macie ochotę kiedy indziej, to wam nie wolno. Wiem, że dla niektórych to brzmi dziwnie, ale mądrzejsi od Was to wymyślili i to mądre jest. NIE–WOL–NO–BIĆ–KO–BIET, kapewu?

Artykuł drugi: “Niniejsza konwencja ma zastosowanie do wszelkich form przemocy wobec kobiet, w tym przemocy domowej, która w większym stopniu dotyka kobiety”.

Wyjaśniam, dla mężczyzn słabiej radzących sobie ze zrozumieniem: “Jak uderzysz swoją żonę w domu, to to jest przemoc domowa. Ponieważ jesteś samcem, to z natury masz więcej siły od samicy. Wykorzystywanie tej przewagi jest charakterystyczne dla osób prymitywnych i głupich. Jeśli chcesz być – choć przez chwilę – postrzegany jako osoba niegłupia i nieprymitywna, to zapamiętaj: NIE–WOL–NO–BIĆ–KO–BIET–RÓW–NIEŻ–W–DO–MU.

Artykuł trzeci wyjaśnia, czym jest przemoc wobec kobiet. “(...) Naruszenie praw człowieka oraz formę dyskryminacji kobiet, w tym wszelkie akty przemocy ze względu na płeć, które prowadzą lub mogą prowadzić do fizycznej, seksualnej, psychologicznej lub ekonomicznej szkody lub cierpienia kobiet, w tym również groźby takich aktów, sytuacje przymusu lub arbitralnego pozbawienia wolności, zarówno w życiu publicznym, jak i prywatnym”.

Trudne, drogi “panie z telewizji”? Już tłumaczę:

Jesteś debilem nie tylko wtedy, gdy bijesz żonę. Jesteś nim również wtedy, gdy ją gwałcisz, straszysz, upokarzasz, znęcasz się psychicznie. I tak – również wtedy, gdy grozisz, że to zrobisz. Takim samym kretynem jest również ten, kto zabiera żonie pieniądze.
Artykułów w konwencji jest ponad 80. Nie będziemy więc w ten sposób przechodzić przez każdy z nich. Skupmy się na najważniejszych. Takich na przykład ten, który mówi, ze przemoc w rodzinie nie może być usprawiedliwiana względami kulturowymi, zwyczajowymi, religijnymi, tradycyjnymi ani tzw. względami „honoru”.

Dla umysłowo leniwych mężczyzn wyjaśniam: NIGDY nie wolno bić kobiet. Nawet jak Ci sąsiad powie, że można, albo jak w domu “od dziada pradziada” się biło, to teraz nie wolno. Albo – wierzę, że to się nie zdarza – ksiądz mówi inaczej. Nigdy, jasne? Nawet wtedy, gdy idiotycznie uważasz, że pobicie żony to kwestia honoru. Wbij sobie do łba, że pobicie żony to niezmywalna plama na honorze, która każdemu prawdziwemu mężczyźnie przynosi hańbę do końca życia, a nawet dłużej (albo na zawsze).

I nie ma znaczenia, czy chodzi o żonę, czy kochankę, czy partnerkę, czy córkę. Artykuł 43. jasno mówi, że opisane w konwencji przestępstwa “są za takie uznawane bez względu na charakter relacji pomiędzy ofiarą a sprawcą”.

Konwencja wprowadza jakieś furtki?
Zdaję sobie oczywiście sprawę, że zwolennicy spisku w konwencji uważają, że dokument wprowadza jakieś furtki – np. do zawierania małżeństw jednopłciowych. Mówił o tym na przykład inny minister sprawiedliwości (konsekwentnie i litościwie pomijam nazwiska, to zaczyna się na G i kończy na N). Chodzi o wprowadzone w konwencji zapisy o “płci społeczno–kulturowej”.
Konwencja o zapobieganiu i zwalczaniu przemocy wobec kobiet i przemocy domowej

Płeć społeczno–kulturowa” oznacza społecznie skonstruowane role, zachowania, działania i atrybuty, które dane społeczeństwo uznaje za odpowiednie dla kobiet lub mężczyzn.

Ale – znów eureka! – na pewno tak uważają, bo nie rozumieją. Oddajmy więc głos profesor Monice Płatek, która tłumaczyła w serwisie naTemat:

"Potrzebujemy tej konwencji, bo w Polsce wciąż borykamy się z nieskładnością własnego prawa. Np. dziewczyna, która urodzi dziecko w wieku 16 lat, może uzyskać pełnoletniość w świetle prawa tylko poprzez zawarcie małżeństwa. Dopiero taka sytuacja pozwoli jej zostać prawną opiekunką dziecka. I tutaj nie mówimy o biologicznym uwarunkowaniu płci, tylko właśnie kulturowym. Konwencja pozwoli wytyczyć obszary, które projektują zachowania przemocowe, a dzięki temu skuteczniej im zapobiegać".

Kościół też na nie
Zło w konwencji widzą także władze kościelne. Hierarchowie obmyślili, że cytowany już artykuł o zakazie usprawiedliwiania przemocy względami kulturowymi, tradycją i religią sugeruje, że źródłem przemocy jest religia, tradycja i kultura. To trochę tak, jakby zakaz zabijania młotkiem miał znaczyć, że młotek służy do zabijania….

To nasza, mężczyzn wina
Najgorsze w konwencji nie są jej zapisy. Jest to, że w ogóle musiała powstać. Doprowadziliśmy do tego my, mężczyźni — to my w prymitywny, wstydliwy i wstrętny sposób wykorzystywaliśmy swoją przewagę fizyczną nad kobietami. To my je biliśmy i to my je bijemy. Powinniśmy teraz przepraszać, a nie wydawać z siebie idiotyczne protesty przeciwko konwencji. Nawet przed wyborami...
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...